Dzień Dobry Panie Rybo presents:
flickr:3076449427

24.04.09.OG DU DØR SÅ LANGSOM AT DU TROR DU LEVER

  • No, dawno mnie tu nie było, ikke sant? można by się wykpić jakąś nadchodzącą z wolna sesją, świętami spędzonymi w domu i innymi takimi…można by, ale to chyba nie do końca prawda byłaby… po prostu "nie pisało mi się" jak to mówią… czas nadrobić zaległości
  • Zacznę powolne nadrabianie od dwóch książek, które przeczytałem przez ten czas (nie licząc ton lektur skandynawskich;]) no więc może połączmy to w jedną kupę
  • UBRANKO zacznijmy od "Nocy Blizn" Alana Campbella, która pokazuje nam kobietkę w całej okazałości, a nawet więcej niż w całej, gdyż ta ma przyprawione skrzydła, wszak jest to anioł…no i jest pokrwawiona i pokiereszowana na różne sposoby, co nieco zmniejsza jej atrakcyjność, ale ol-in-ol syndrom "Gołej Baby z Faktu" jest łatwo zauważalny… natomiast na tylnej stronie widzimy niesamowicie pochlebne wypowiedzi bliżej nieznanych osobników, nazywających to dzieło Campbella najlepszą fantasy młodego pokolenia…hmm hmm…
  • podobny chwyt widzimy na tylcu Grzędowiczowskiego "Pana Lodowego Ogrodu" a konkretnie drugiego tomu tegoż… za to przód jest lepszy, nastrojowy, w tonacji cokolwiek białawej i ogólnie bardziej klmatyczny
  • Alan-Campbell---Noc-blizn%20213443,1.jpg
  • REALIA "Noc.." to typowa, rzekłszy z angielska hardkorowa fantasy, a więc świat przedstawiony jest ważniejszy niż fabuła, takie jej prawo…na szczęście pan Alan akurat to zrobił świetnie…Deep Gate, "gotyckie" ,jeśli wierzyć zapewnieniom z Tyłu książki, miasto wiszące nad przepaścią na plątaninie łańcuchów jest fantastyczne, a jego opisy faktycznie zapierają dech w piersiach…lokalizacja w celi głównego bohatera Dilla, która znajduje się gdzieś na samym szczycie światynia Ulcisa jest chyba najbardziej sugestywną spośród tych, które ostatnio czytałem, miodzio…natomiast poza Deep Gate jest już gorzej, bo jak ciekawie opisać nic?
  • natomiast jeśli chodzi o "Pana…" wygląda to inaczej…książka Grzędowicza to zaprzeczenie mojego świętego poglądu, że nie można udanie połączyć fantasy i sci-fi w jednej książce… można i to jak! świat dziwnej, tajemniczej planety na którą z misją udaje się bohater jest tak samo atmosferyczny co wszystko, czego Grzędowicz się dotknie (patrz: "Ruda Sfora" Kossakowskiej)…i nikt mi nie powie że jest inaczej
  • FABUŁA tu przewaga Polaka jest przygniatająca! "Pan…" zbudowany jest na przygodach niejakiego Vuko Drakkainena, który cały czas zmaga się z niewiarą, walczy z tym co widzi, bo wie, że to niemożliwe…najlepsze, że czułem się jakby Autor chciał napisać powieść po prostu sensacyjną, a tymczasem niezliczone fantastyczne zdarzenia psuły mu jego plan i zmuszał do całkiem innych rozwiązań… ("fascynujące!" westchnęła pani Alutka i zagłębiła się w rozmyślaniach)…okazuje się więc, że "Pan…" to twarda, męska fantasy (vide F.W.Kres) przepełniona ironią i fantastycznym humorem, tylko, że to…nie do końca prawda… jedyną rzeczą, która irytuje jest dwuwątkowość fabuły…bo oprócz zmagań Vuko jesteśmy również świadkami wędrówki młodego cesarza i "przygód", które napotyka na swojej drodze…wydaje się to po prostu nudne, a raczej nudnawe i często czytanie tych fragmentów wyglądało tak, że czekałem z niecierpliwością na koniec rozdziału i powrót na północ, do Vuka…mam nadzieję, że w trzeciej części (bo będzie trzecia!:D) wątki te się w końcu splotą, bo na razie się do siebie ledwo czołgają…
  • natomiast u Campbella fabuła to pięta achillesowa…wśród ogromnego nagromadzenia wątków zdarzają się dłużyzny, słabizny i w ogóle -izny…tak to wygląda gdy pisze się "epicką fantasy" a nie ma się aż tylu pomysłów…tak mi się wydaje…no, ale na szczęście książka ciekawie się kończy, co, mimo, że podobała mi się średniawo, może spowodować, że sięgnę po następne części…
  • BOHATEROWIE Drakkainen to jest dopiero bohater! pół Fin pół Polak, urodzony w Chorwacji (ciekawie uwydatnia się to w przekleństwach, których nieraz nadużywa…choć raz przed stwierdzeniem "…zaklął po fińsku" znajdowało się zdanie o łosiu, zdecydowanie po szwedzku), nieugięty, choć niepozbawiony rozterek i inteligentnych wcale rozważań, odważny i mądry (chodź to zasługa głównie cyfrala, czyli…grzyba wszczepionego do jego mózgu, który w tomie drugim zyskuje sobie ciekawą rolę^^) i w ogóle…bluzgami i sentencjami, którymi zdarza mu się rzucać przypomina mi niezapomnianego Duke'a Nukema…inni bohaterowie nie są tak olśniewający, ale niewątpliwie przekonywujący…po prostu samo życie (na magicznej, średniowiecznej planecie)
  • w "Nocy…" głównym bohaterem, jeśli taki w ogóle jest, jest chyba Dill, głupawy, nieśmiały chłopczyk, który chce być wielkim rycerzem, tylko dlatego, że przypadkiem urodził się ostatnm aniołem-_-… niezbyt przekonuje również Rachel, zimna i niemiła, która to zimno i niemiłosć utrzymała bardzo krótko, szybko zakochując się w chłopaku… oprócz tej słodkiej parki mamy mnóstwo innych bohaterów, którzy wszyscy są przede wszystkim źli, szaleni albo źli i szaleni…nie są na ogół dwuwymiarowi, ale jednak…nie związałem się z żadnym emocjonalnie, może to z powodu ich liczby…
Pan-Lodowego-Ogrodu-tom-2_Jaroslaw-Grzedowicz,images_big,19,978-83-60505-42-7.jpg
  • SUMMING UP zdecydowanie lepiej z tego pojedynku wyszedł Grzędowicz i jego "Pan…", książka ta jest lepiej napisana, trzyma napięcie i klimat, ma najbarwniejszego bohatera i w ogóle to jest nawiązaniem do innej bardzo znanej książki, której tytuł znajdziecie w spisie lektur do liceum (chociaż sam odkryłem to dopiero gdy Autor podał mi to na tacy)…nie mogę się doczekać trzeciej części
  • mogę się natomiast doczekać części drugiej "Nocy…" Campbella, która nie był stratą czasu, ale wciąż…nie straciłbym gdybym nie przeczytał jej
  • tak się rozpisałem, że ho-ho…kończmy więc ten potok świadomości, do napisania!
  • wasz, pan IQH

20.03.09.TY TEŻ (PANIE DZIEJKU)!

  • No właśnie, wygląda na to, że zmierzam w wakacje na koncert panów z Ty Też (dzięki czuwaniu śródnocnemu przy klawiaturze). Cieszę się, bo obcowanie z żywą legendą to duże wydarzenie…No ale co to za legenda, co się tak dziwnie nazywa? Myśleliście kiedyś jak wyglądałaby np Lista Przebojów Trójki, gdyby językiem "urzędowym" świata kultury był polskie miast angielskiego? W ostatnim notowaniu wygrałyby Archiwa z piosenką "Kule" (^^), a za nimi uplasowałyby się Tryb Pocztowy(?!) z "Źle" i Królowie Leonu z "Wykorzystaj kogoś". Czyż nie dziwne? W dodatku historię muzyki tworzyłyby takie zespoły jak Żuki, Toczące Się Kamienie, Głęboka Purpura, Kto, Drzwi, Zwierzęta, Ołowiny Zepelin, Chodnik, Uzależnienie Janiny i inne…Osobiście bym nie narzekał, za to pewnie dusiłbym się pod nawałem głupoty w mediach:D "W dzisiejszym notowaniu Ty Też pobili na łeb na szyję Tak Tak Taków, Białe Paski oraz Uderz W Ręcę I Zawołaj TAK!
  • Besides przeczytałem pana Goestę Berlinga, takią szwedzką "Lalkę" wzbogaconą dużą dawką skandynawskiej fantastyki i raczej ładnie i przystępnie napisaną. Nie będę się nad tym rozwodził, ale nie straciłem przy niej czasu…
  • Ok, zmykam na śniadanie
  • Do zobaczyska
  • pan IQH

15.03.09.VANITY FAIR

  • Jestem w trakcie. Zarówno jeśli chodzi o "Noc Blizn" jak i "Goestę Berlinga"…Tak to jest gdy bierze się dwie kobyłki za rogi (hmm…?) mając w najbliższej perspektywie poprawę zaliczenia z literaturo-znawstwa…no, ale jak mawiali starożytni: "co się odwlecze to nie uciecze"
  • Tymczasem kolejka do czytania znów się odbudowuje…Wczoraj znów byłem w bardzo interesującym antykwaricie, gdzie oprócz tych starych, tych kiczowatych czy tych mniej ciekawych pozycji można zawsze znaleźć jakąś nówkę z przeceny…I tak zakupiłem coś co zwie się "Obłęd rotmistrza von Egern" a wyszło spod metaforycznego pióra niejakiego Szczepana Twardocha…nic nie wiem o tej książce, ni o panu autorze, no ale w miarę nowa pozycja Fabryki Słów za 12 złotaszczy kusiła… Normalnie Vanity Fair…Tylko…o czasie, kiedy cię znajdę na czytanie?
  • Aha, a w księgarni znalazłem…98 tomów Pana Samochodzika…żesz…za moooooich czasów to było tylko parenaście autorstwa samego Nienackiego…nie, no przesadzam oczywiście, ale samemu przeczytałem może do trzydziestego…O tempero! O mores!
  • Dobra, jest już trochę późno, może warto iść spać? Może przyśni się jakaś dobra fabuła, którą wystarczy będzie spisać? Może…
  • Dobranoc, droga młodzieży
  • pan IQH

11.03.09.BLADE LOKI II

  • Nie prędko poszło, nie? no tak, nadszedł znów czas nazywany przez niektórych semestrem letnim, minęła krótka, śnieżna zima, zaświeciło się słońce i wróciły obowiązki. Ten milutki czas umilam sobie czytaniem. Niestety, nie przebrnąłem jeszcze przez "Noc Blizn", na którą padło podczas zakupów w katowickim Empiku, natomiast niedawno po raz ostatni zamknąłem małą, czerwoną książeczkę pod tytułem "Mity Skandynawskie".
  • Nie sięgnąłem po nią z własnej woli, chociaż też nikt mnie jakoś bardzo do tego nie przymuszał, ot jest to jedna z lektur, z której za jakiś czas zdam lub nie zaliczenie. Mniejsza o okoliczności, porozmawiajmy o zawartości. Albo raczej napomnijmy o niej.
  • Ci Germanie to mieli doprawdy nasr*ne w głowach (^^). Co można powiedzieć innego na temat ludzi wierzących w boga płodności (Freya) jeżdżącego na odyńcu, który poprawiał mu potencję? i opiewających mądrość bogów podczas gdy ci usłyszawszy o przepowiedni według, której zginie ich ukochany brat i syn - Baldr, wymuszają na wszystkich istotach przyrzeczenie, że te nie podniosą na niego ręki, a potem w ramach zabawy i radości z zażegnanego niebezpieczeństwa strzelają do Baldra z łuku i siekają go toporem. Nie muszę nadmieniać, że Haen w końcu trafia. Ot, bogowie, czyli równe towarzystwo. Ogólnie polecam lekturę "Mitów…" jeśli chce ktoś poznać trochę inny (i ciekawszy) panteon niż znany wszem i wobec ród Zeusa. No, jeśli ktoś oczywiście lubi takie telenowele.
  • I jeszcze jedno, warto przeczytać mity zanim sięgnie się po wzmiankowanego niżej "Kłamcę" Ćwieka, czego ja naturalnie nie zrobiłem. Książka Polaka pokazuje niejako alternatywą kontynuację mitologii nordyckiej, a przede wszystkim najbarwniejszego i najmniej jednoznacznego jej bohatera - Lokiego. Jak ktoś, kto spłodził m.in. olbrzymiego wilka, monstrualnego węża i nawpółgnijącą panienkę może nie być ciekawy? Nie może.
  • To ja wracam do "Night of scars" a także do kolejnej lektury - "Goesty Berling" pani Lagerloef, ale jej streszczenie raczej wam podaruję:)
  • ni mniej ni więcej: do napisania
  • pan IQH

19.02.09.BLADE LOKI

  • Szybko poszło, nie? Tak to jest, przerwa międzysemestralna, którą porządny student spożytkowałby na usystematyzowaniu wiedzy mnie posłużyła między innymi do obrobienia kolejnej książki…A był nią "Kłamca" Jakuba Ćwieka, książeczka niegruba, niezbyt wymagająca i całkiem ciekawa
  • UBRANKO K to kolejna pozycja ze stajni Fabryki Słów, tradycyjnie więc okładka zrobiła dobre wrażenie. Bo jak może długowłosy przystojniak ubrany w płaszcz runiczny i trzymający przyozdobionego brązowymi ornamentami gnata takiego wrażenia nie zrobić? Nie może raczej. Dobrego wrażenia dopełnia przyjemna czcionka tytułu jak i stylowe poniszczenie okładki po bokach.
  • REALIA Fabuła książki dzieje się w wielu miejscach, jak świat długi i szeroki. Jesteśmy więc przenoszeni do Hiszpanii, Teksasu, Skandynawii czy nawet na mój (a także pana Ćwieka) Śląsk. Realia różnią się od naszych jedynie obecnością bogów, aniołów i innych metafizycznych łapserdaków, którzy w mniejszym lub większym stopniu ingerują w życie nas, ludzi. A więc może wcale się od naszego świata nie różni?
  • FABUŁA K to w praktyce zbiór opowiadań, składających się razem na historię Lokiego - boga kłamstw, byłego członka skandynawskiego panteonu, który po perypetiach opisanych w opowiadaniu "Młot, wąż i skała" znajduje się po rozkazami nikogo innego jak chrześcijanskich archaniołów. Wszyscy znamy Gabriela, Michała czy Rafaela, ale po "Kłamcy" każdy z nas spojrzy na nich inaczej. Ideą, na której opiera się fabuła książki jest brak Boga. Pan Zastępów najwyraźniej udał się na bliżej nie określoną wyprawę, zostawiając władzę w rękach archaniołów i aniołów. Ci zaś zajmując się typowymi dla tego typu istot zajęciami, jak walka z szatanem, eksterminacja bogów innych, zapomnianych często religii (w książce pojawia się m.in. Światowid w troszkę ckliwej, ale dobrej "Cichej nocy") czy ochrona powierzonych im wiernych i robienie wszystkiego, by uniknąć grania na lirach w chórach niebieskich. Z niektórymi zadaniami nie mogą sobie jednak poradzić. Wtedy na scenę wkracza Loki - pewna siebie, bardzo niejednoznaczna postać (zabija, najlepiej z jakiejś wielkiej giwery wszystko co się rusza, ale potrafi również rozczulić się nad małą Małgosią, która recytuje wierszyk). Tytułowy Kłamca powoduje, że książka staje się dość zwykłą rąbaniną spod znaku książek akcji, która, owszem, okraszona jest ciekawymi elementami fantasy (anioły, bogowie, iluzje, egzorcyzmy i takie tam) ale w której elementem najważniejszym okazuje się przysłowiowy "mózg na ścianie"
  • BOHATEROWIE Właściwie to wszystko, co mogłoby się znaleźć w tym dziale opisane jest wyżej, bo Loki jest jedynym pierwszoplanowym bohaterem "Kłamcy". Przejdźmy więc do…
Jakub-Cwiek---Klamca%20103510,1.jpg
  • SUMMING UP Jakub Ćwiek to stary krajan, urodzony gdzieś w opolskiem, studiuje (tudzież już skończył, ot, informacje z jedynego wiarygodnego źródła - wikipedii) kulturoznawstwo na śląskim (tak, tak Rufusku!). Tym bardziej szkoda, że oprócz jednego opowiadania - "Cleaner" nie umieścił akcji książki na Śląsku. A i "C" jest na tyle niejdnoznaczny, że gdyby nie informacja o miejscu akcji nigdy bym się nie domyślił, że Magus i Robert to Ślązacy. Szkoda, bo dobra fantasy (urban fantasy…) na Śląsku to jedna z moich obsesji. W każdym razie "Kłamca" to ciekawa książka, z wartką akcją i ciekawym głównym bohaterem. Nie brzmiało entuzjastycznie? I nie miało, dostaje ode mnie PIĄTKĘ. Następne dwie części (boć to trylogia jest) prędzej wypożyczę niż kupię. Amen.
  • Tym razem nie wiem czego recenzję zobaczycie w najbliższej przyszłości. Mam do wyboru kupne "Noc blizn" Campbella, "Piknik na skraju drogi" Strugackich (w końcu!) a także drugą część "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza, na którego poluję w bibliotece od jakiegoś czasu…Zobaczymy.
  • Bądźcie zdrowi, wasz p. IQH

15.02.09.RUDY RUDY KUŃ

  • W końcu doczytałem tą kobyłkę, bo prawie 500 stron to nie tak mało. Muszę powiedzieć, że od zawsze chciałem przeczytać coś pani Maji Lidii Kossakowskiej, ot, zwykły szeroki horyzont oczekiwań - jak na mój niewielki rozumek ktoś z takim nazwiskiem, które nie jest bynajmniej pseudonimem musi pisać genialną fantasy… po prostu musi… z takim nastawieniem zabrałem się za "Rudą Sforę"
  • I co? Nie mogę napisać, że się nie zawiodłem…po kolei jednak
  • UBRANKO Powitała mnie wcale ładna okładka, ot szarobura z trupiszczem i konikiem…i ptaszkiem, no ale to już wiecie… dodam tylko, że autorem jest pan Piotr Cieśliński (szkoda, że nie paweł bo miałbym znajomości^^)generalnie wcale optymistycznie się zaczęło…w środku też ładnie, może trochę za duża czcionka jak dla mnie, ale wszak skądś te pięćset stron wziąść się musiało. Poza tym są jeszcze ilustracje - wcale ładne, ołówkowe i zarówno klimatycznie jak i fabułowo odpowiednie, ich autor, Dominik Broniek zasługuje na słowa uznania…Można więc rzec, że póki co jest nieźle
  • REALIA to jedna z największych zalet RS…opowieść rozgrywa się w przedrewolucyjnej Rosji, a dokładnie na dalekiej północy, w krainie Jakutów, pełnej tajgi, duchów, szamanów i tajgi. Później robi się jeszcze bardziej mistycznie, gdy bohaterowie, a więc i my przenoszą się w zaświaty, które przedstawione są naturalnie w oparciu o wierzenia ludów północy…mamy więc Wielki Modrzew Ars Łuk Mas, na którym wszystko się trzyma, Dolny i Górny Świat oraz całe mnóstwo krów, koni i innego zwierza hodowanego i czczonego jednocześnie przez Jakutów. By się w tym nie pogubić autorka dodała na koniec książki słownik pojęć dotyczących kultury i wierzeń tych ludów…Duży plus i mały plusik za słownik… Co więc zniechęciło mnie do RS? Otóż…
  • FABUŁA Podzielona jest ona w pewnym sensie na trzy części, dodajmy od razu, że bardzo niespójne i niepasujące do siebie. Pierwsza opowiada o perypetiach młodego Jakuta Ergisa, który ma zostać lokalnym szamanem, z czym ma naturalnie sporo problemów…Jest to więc typowa kobieca fantasy, skupiająca się głównie na (nastoletnim) bohaterze i jego przeżyciach (wew i zew). Na pewno ze niedługo rozpiszę się na temat tego "podgatunku" trochę dłużej…Po jakimś czasie Ergis wkracza w zaświaty i tu zaczyna się część druga pod tytułem "Mały człopczyk idzie przez świat i spotyka przyjaciół"… zajeżdża to wręcz literaturą dla dzieci, bardzo naiwną i płytką…no bo jak może mieć miejsce w dorosłej fantasy sytuacja gdy od spotkania z całkiem obcą osobą do nazywania bohaterów "przyjaciółmi" mijają najwyżej dwie strony (w przybliżeniu)…to jest zdecydowanie najgorsza część, naprawdę może odrzucić całkowicie od książki…sytuację uratował koniec, gdy pojawia się tytułowa Ruda Sfora, armia złożona z istot jako żywo przypominających te z filmu "Coś"…Jej opisy są na tyle makabryczne, że wykluczają adresowanie powieści do najmłodszych czytelników. Gdy pojawiają się wojska Rudej Sfory atmosfera książki zaczyna z miejsca przypominać tą, którą poznałem niedawno dzięki panu Jarosławowi Grzędowiczowi i jego "Panu Lodowego Ogrodu"…gęsta, niepokojąca i mimo głupawych i płytkich bohaterów równie straszna. Dobra.
  • I tu ciekawostka, otóż autorka RS naprawdę nazywa się Maja Lidia Korwin Kossakowska-Grzędowicz i jest żoną TEGO Grzędowicza…Jak nie pomyśleć, że mąż pomagał miejscami żonie? I to "miejscami" jest zdecydowanie najlepsze. Niezły jest też koniec, nie można powiedzieć, że jest wyjątkowo happy albo przewidywalny…
  • BOHATEROWIE głównymi postaciami są towarzysze Ergisa - konik Bębenek, ożywieniec Tupilak (idiota jakich mało, ale na ilustracjach wygląda strasznie), głupiutka, ale zadziorna córka boga ognia Tujaryma i szlachetny do szaleństwa Syn Wilka (Geralt?!) Ellej…Wszyscy bohaterowie są płytcy i jednoznaczni do bólu, a jedynym ciekawym wyjatkiem jest gadający koń Bęben, który dzięki bydłowej aparycji jak i dość ciekawego poczucia humoru przypomina trochę Osła-Sturha z filmów o Shreku, za którym przecież wszyscy przepadają (no, ja też)…Inni bohaterowie to przede wszystkim bogowie, demony i inne łatatajstwo zaporzyczone z mitologii Jakutów
Ruda-Sfora_Maja-Lidia-Kossakowska,images_big,21,978-83-60505-36-6.jpg
  • SUMMING UP RS to książka wyjątkowo nierówna, miejscami sielankowa, miejscami makabryczna, trudno powiedzieć do kogo może być skierowana…Mamy raczej nie poczytają córeczkom o dzikich psach, którym od szkieletów odpadają mięśnie, za to czytelnicy dorosłej fantasy zanudzą się czytając o przygodach Ergisa i jego szlachetnego, gadającego konika…Dałbym "Rudej Sforze" przeciętną CZWÓRKĘ (w skali od 1 do 10) głównie za konia i rysunki
  • pozdrawiam i zapraszam za jakiś czas na recenzję "Kłamcy" Jakuba Ćwieka
  • wasz, p. IQH

02.02.09.PRECZ, PRECZ, ŚWIECĄCY SIĘ P!

  • Fabryka Słów. Jak dla mnie świetna nazwa dla wydawnictwa, zwłaszcza wydawnictwa specjalizującego się w drukowaniu książek fantasy…powstała już osiem lat temu, ale dopiero niedawno osiągnęła tak wysoką renomę na rynku - ot, spójrz w empiku na dział polskiej fantasy…prawie wszystko co nowe i świeże to zasługa lubelskiej fabryki…no dobrze, wszyscy na pewno są wniebowzięci z tego powodu, ale ja nie piszę tego bez powodu, powód jest, a zwie się "okładka książki fantasy"…
  • Oglądając starsze twory fantastów, a raczej ich okładki można poczuć się zbitym z tropu…bo z jakiej paki książka zawierająca opis wyprawy na wenus przyozdobiona jest bezkształtnymi pomarańczowymi plamami (Wołkow - "Wenus. Gwiazda zaranna"), a epicka opowieść o psychohistorii Asimova ilustruje bezkształtny kolaż wyglądający jakby był zrobiony przez ukrywającego się gdzieś ciemnym miejscu od czasów międzywojennych dadaistę? Może nie było środków, całkiem to zresztą prawdopodobne, choć jakich środków może brakować by ozdobić książkę o kosmosie wizerunkiem kosmosu np? dziwne…ale teraz czasy się zmieniły…
  • Na szczęście
  • Każdy musi to przyznać oglądając nową książkę Pilipiuka "Oko Jelenia" ozdobioną charakterystycznymi kołami zębatymi FS widocznymi na samym dole…i teraz od razu wiadomo co się czyta…mnie osobiście najbardziej podobają się okładki z brudnymi, burymi ilustracjami poniekąd odwołującymi się do fabuły, jak np w "Panu Lodowego Ogrodu" Grzędowicza, albo…"Rudej Sfory" Mai Lidii Kossakowskiej…i tutaj mam pewien problem dotyczący rozdźwiękiem między nastrojem okładki, a treścią książki…ale o tym i w ogóle o RS następnym razem, po tym jak się wczytam…
  • Przejdźmy do meritum: nowe wydania - tak, psychodeliczne okładki - tak, burość, szarość, nastrojowość - tak, świecący się plastyk na okładkach - NIE! tego właśnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego na okładce z szarym szkieletem konia, na tle brązowego nie określonego stepu widnieć musi połyskliwy, plastykowy ptaszek!? wybaczcie, ale nie rozumiem… niestety, mus mi się do tego przyzwyczaić, bo wszystkie, WSZYSTKIE okładki książek z FS zawierają jakiś połyskliwy element…och, Niebiosa, czemu?
  • Zostawiam was z tym przejmującym pytaniem brzęczącym w uszach…
  • Do napisania
  • Wasz p. IQH

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License